Dzisiejsza data: wtorek, 21 października 2014 roku 
Forum rejestracja    Email:  Haslo: 
 
 
Start | Aktualności | Komunikaty | Informacje | Artykuły | Kalendarz imprez | Galeria biegaczy | Sylwetki biegaczy | Trasy biegowe | Biegi na orientację | Wolontariat | Maraton Leszno | Bieg Górski Leszno-Grzybowo | parkrun Leszno | Nasze forum | Kontakt
     Artykuły

 

I Maraton Olenderski w relacji kolegi Waldka

Lecieć nie lecieć czyli

I Maraton Olenderski

Wczesną wiosną (czytaj – zimą) gdy zaczął się krystalizować mój kalendarzyk zawodów, zwróciłem uwagę na I Olenderski cross maraton w Boruji Kościelnej.
Chwila wahania: cross, kameralna impreza, blisko i niska opłata startowa czyli wszystko co lubią tygrysy……. Zapisany.

PROLOG

Niestety początkiem kwietnia okazało się iż „muszę a raczej powinienem „ lecieć na czterodniową wycieczkę (służbową) do Rzymu – dobrze że opłaty startowej nie wniosłem.
W przeddzień wylotu miałem służbowe spotkanie w Ożarowie Mazowieckim połączone z noclegiem. Nazajutrz po krótkiej nocy, po spożyciu śniadania razem z moim towarzyszem podróży z Poznania wyjechaliśmy na parking buforowy w pobliżu Okęcia. Po blisko 1,5 godzinnej podróży rogatkami Warszawy (przez Pruszków) dotarliśmy na wspomniane miejsce.
Bus, który miał nas zawieść na lotnisko oraz ekipa wycieczkowiczów już na nas czekała.
Parkujemy, chwytamy za bagaże i….. w ułamku sekundy konsternacja: gdzie jest moja marynarka ? ( w niej portfel, dokumenty, pieniądze, karty, etc).
Została w pokoju hotelowym.
Do odprawy półgodziny, do wylotu 1,5 godziny. Nie mam szans. Mój towarzysz zabrał swoje bagaże, a ja pożegnawszy się z wycieczkowiczami, bez pośpiechu wracam do Ożarowa w nadziei że znajdę feralną część garderoby. Po blisko godzinnym przepychaniu się przez Warszawę , docieram do hotelu. Wpadam do pokoju, otwieram szafę i….. ta cholera wisi sobie jakby nigdy nic. O odlotu zostało pół godziny. Bez pośpiechu i specjalnego żalu wracam do Leszna.
Wraca opcja I Maratonu Olenderskiego,  co prawda opłata startowa nieco większa lecz nic to.

MARATON


W sobotę dzwoni Przemek – okazuje się że po długim okresie leczenia kontuzji w końcu jest na chodzie, jest zapisany na wspomnianą imprezę, lecz tylko na 1/2 .
Chwila konsultacji i… jedziemy we trójkę : Aleksander, Przemek i ja.
Wczesnym rankiem, w niedzielę 21-go kwietnia, około 8.00 Olek punktualnie zabiera mnie z przed domu. Zapowiada się  piękna, słoneczna niedziela, przyroda ożywa i nadrabia straty po długiej i uciążliwej zimie.
Podążamy do Sulejewa, zabieramy Przemka i w tempie wyznaczonym ograniczeniami , kierujemy się przez Czacz, Rakoniewice do urokliwej Boruji Kościelnej.
Bez problemu parkujemy, krótka weryfikacja i …. spotykam Karola, Magdę i ich pociechę (Karol biegnie 1/2), miła pogawędka w towarzystwie ekipy K&P team. Szybko mija czas, docieramy do przebieralni, nieśpiesznie przebieramy się, widzę że dociera Michał z Przysieki Polskiej. Oczywiście odwieczny dylemat - nie tyle w co ale jak się ubrać?.
Wybieram wariant optymistyczny.
Krótka rozgrzewka i punktualnie o 11.00 startujemy.
Po około 1 km biegu rogatkami Boruji docieramy do lasu i zaczyna się cross. Lubię bieg w terenie, lecz po kilkuset metrach nawierzchnia szutrowa zamieniła się w piasek, lekkie zbiegi i podbiegi pośród lasu. Pogoda dopisuje, słoneczko przyświeca, tu i ówdzie wśród drzew pojawiają się malownicze gospodarstwa o specyficznej dla tego regionu architekturze.
Jest dobrze, prędkość w granicach  5,05 min/km, puls jako taki. Po jakimś czasie znów trafiamy na drogę szutrową. Niestety nie na długo dane jest nam się tym cieszyć, ponownie trafiamy na Saharę plus wiatr w twarz.
Z jednej strony nieco chłodzi on twarz lecz z drugiej znacznie utrudnia bieg (dlaczego wiatr na biegach jest zawsze w twarz? – czyżby Pan Bóg nie lubił biegaczy?).
Od chwili startu Każdy z nas biegnie swoje: Olek gdzieś za mną a po Przemku ślad zaginął, wyrwał jak oparzony i tyle go widzieliśmy , a przecież biegiem należy się delektować nieprawdaż?.
W niezłej kondycji kończę 1/2 dystansu, nawracam (pętla) i tu psuje mi się humor :
Z pośród sześciu biegaczy dobiegających do półmetka tylko jeden z nich nawraca i męczy dalej dystans maratonu, pozostali przekraczają metę, otrzymują medal. Oczyma wyobraźni widzę jak docierają do natrysków, a następnie raczą się spienionym napojem izotonicznym …
nie, świat nie jest sprawiedliwy.
Męczę drugie kółko, prędkość nieco spadła, puls rośnie, ściana tuż, tuż. Jak zbawienia czekam kolejnych punktów żywieniowych, dzielnie posuwając się piaszczystą leśną drogą. Odległości między maratończykami rosą do takich rozmiarów iż zawodnik przede mną wydaje się wielkości mrówki (może to moja wybujała wyobraźnia i/lub zmęczenie).
Od 32-go kliko metra liczę każdy kilometr z osobna, jak wielbłąd na pustyni wypatruję wody.
Po około 35-tym kilometrze ciało chce z biegu przejść do marszu, lecz tak jakby we mnie skrzynia biegów się zacięła mechanizm kręci się dalej, tyle że znacznie wolniej. Zbliżam się do tempa 5,50 min /km .
Żeby oszukać mój mózg, w biegu wymyślam sobie nagrody za ukończenie maratonu:
1/ Po przekroczeniu mety zdjąć buty i skarpetki i iść dalej boso.
2/ Dopaść natrysku i pluskać się pod nim co najmniej tyle ile trwał bieg.
3/ Zimna orzeźwiająca ambrozja na mecie czyli piwo.
Męczę ostatnie kilometry, co chwilę zmieniając ranking życzeń. W końcu ostatni kilometr, asfalt – pojawia się doping,  widzę jak u stóp wyrastają mi skrzydła. Mijam metę: 3:46:48, medal na szyję – całkiem nieźle wziąwszy pod uwagę warunki (bez picu: 70 % trasa piaszczysta). Odbieram depozyt i tempie kłusującego ślimaka docieram do upragnionego natrysku.
To było do przewidzenia: 3 natryski na 360-ciu zawodników, z tego 300 biegło 1/2 – na ciepłą wodę chyba nie ma nadziei. Wchodzę pod natrysk spodziewając się orzeźwienia, lecz to co mnie opryskało miało chyba postać lodu. I w tym momencie zweryfikowałem mój pogląd na maraton, jego pokonanie to pikuś w porównaniu ze skorzystaniem z tego dobrodziejstwa cywilizacji. Namydliłem starannie całe ciało i… pozostało je spłukać.
Zabrałem się do obfitego spłukiwania, przy okazji wydając odgłosy ranionego bawołu…
Dla takich chwil chce się żyć…
Po przebraniu się w czystą odzież potruchtałem w kierunku mety i wkrótce spotkałem Olka.
Wykręcił 4:07:32- super. Olo idzie pod natrysk pomny mich relacji, a ja w kierunku remizy strażackiej – czyli na posiłek i zakończenie. Na miejscu spotykam Przemka, ściskamy się jak dwa niedźwiadki. Przemek wykręcił 1:31:59 i zajął 3-cie miejsce w swojej kategorii wiekowej. Gratulacje. Nieśpieszno konsumujemy posiłek  grochówka, chlebek ze smalcem i ogórkiem, czekamy na Olka, a po nim ślad zaginął. Czyżby ekstremalne doznania pod natryskiem doprowadziły, że opadł całkowicie z sił?. Nieśpiesznie wracamy w kierunku mety i… po około 100 m spotykamy Olka jadącego samochodem w naszym kierunku. Wracamy do remizy i towarzysząc koledze w posiłku wymieniamy się uwagami z biegu, przy okazji zajadając się plackiem i…. nic tu po nas.
Nieśpiesznie wracamy przez Sulejewo do Leszna. Słońce w dalszym ciągu pięknie świeci. To był udany dzień. Nie bardzo wyszło mi „lecenie  do Rzymu ale za to „lecenie” w Boruji Kościelnej  w I Maratonie Olenderskim będę wspominał długo i miło.
 

EPILOG


Wcale mi nie żal tej przymusowej zamiany.
Przy okazji relację tę napisałem dziś, siedząc w samochodzie i czekając na zmianę opon zimowych na letnie (to była naprawdę spora kolejka) – jak to dobrze że zima za nami przed nami tyle wspaniałych dni.


 

Komentarze (3)
Dodane przez Monia w dniu 2013-04-24 20:33:51
Gratulacje dla biegaczy :) pozdrawiam Monika Ch.
Dodane przez Paweł w dniu 2013-04-24 21:01:10
1. Gratulacje dla wszystkich. 2. Przemek wróciłeś "zza światów", wierzę, że na długo. 3. Waldek, absolutnie nie wierzę, że marynarki po prostu zapomniałeś.....
Dodane przez Wiesław w dniu 2013-04-25 07:18:51
Gratulacje dla biegaczy, a ta marynara to... i jak tu nie wierzyć w przypadki.

Nick:
Treść:
Komunikaty     

Półmaraton Kościański
X Międzynarodowy Kościański Półmaraton im. dra Henryka Florkowskiego: Kościan - 2014-11-09, start godz.13  

więcej...


Informacje     

Razem tworzymy stronę maratonleszno.pl
Za nami okres wakacji i urlopów.Wszystkich chętnych do podzielenia się wrażeniami z ciekawych wyjazdów i biegów, prosimy o nadsyłanie relacji na adres: biuro.maraton.leszno@gmail.com.  Interesujące zdjęcia do naszej galerii również

więcej...


Kalendarz biegowy

Wybrane z galerii     


Newsletter     

Jeśli chesz otrzymywać informacje dotyczące naszej strony internetowej, maratonu i informacji z nim związanych - zapisz się do listy newslettera
zapisz wypisz

Naszą stronę odwiedziło już
1553109
osób


Szczegółowe statystyki