Menu

Aktualności

Łódź Maraton Dbam o Zdrowie

Miniona niedziela w naszym kraju przebiegała, jak się wydaje, pod znakiem maratońskiego biegania. Kto chciał, a nawet kto nie chciał, dowiedział się w ten dzień wiele z mediów o tej dyscyplinie sportu.
Stało się tak głównie za sprawą roztrąbionego w prasie, radiu i telewizji „narodowego święta biegania” jakim został okrzyknięty Orlen Warsaw Maraton.
Jednakże w tym samym dniu w Łodzi odbył się, jakby w cieniu tej niewątpliwie wielkiej warszawskiej imprezy, Łódź Maraton Dbam o Zdrowie.
I to na tę właśnie imprezę wybrało się aż kilkanaście osób z Leszna i jego okolicy. Klubowicze, ich rodziny i przyjaciele zajechali do Łodzi już w sobotę. Większość z nas korzystała  z oferowanego przez organizatora bezpłatnego noclegu na sali gimnastycznej  miejscowego liceum, oddalonego od linii startu i mety zaledwie o kilka minut szybkiego marszu.
Po zjawieniu się w Łodzi wczesnym popołudniem pierwsze kroki wszyscy skierowali do biura zawodów po odbiór pakietów startowych. Weryfikacja zawodników i wydawanie pakietów przebiegała nadzwyczaj sprawnie jak na tak dość dużą imprezę biegową. Po załatwieniu formalności „obowiązkowy” przelot  po „budach” na Expo, drobne zakupy, zapoznanie się z nowinkami technicznymi, no i oczywiście pasta party. Co prawda owe pasta party było w pewnym momencie tylko „party” bo „pasty” zabrakło ?, ale po kilkunastu minutach „usterka” ta została usunięta, tak że nawet nie dało się zaobserwować objawów nerwowości wśród zgłodniałych biegaczy.
Wieczór  natomiast przebiegał  już na sali gimnastycznej , głównie pod kątem przygotowań do niedzielnego biegu jak również zorganizowania sobie jak najlepszych warunków do przespania nocy w towarzystwie około setki biegaczy, którzy o dziwo zachowywali się bardzo spokojnie i „cisza nocna” z wygaszeniem świateł nastąpiła równo o godzinie 22. Chociaż z ową ciszą w nocy to różnie bywało, bo coraz to z różnych punktów na sali dobywały się odgłosy soczystego chrapania, wzbudzające z początku dość dużą wesołość tych, którzy jeszcze nie spali. Z tymi atrakcjami niektórzy z leszczyńskich maratończyków poradzili sobie przy pomocy głęboko wetkniętych w uszy gumowych stoperów ? Po średnio, dla niektórych, przespanej nocy nastąpił  wreszcie niedzielny poranek, i to dość wczesny, bo pierwsi z nocujących na sali  „nerwowe ruchy” zaczęli już wykonywać dużo przed 6 rano ? Tak więc i nasza grupa- chciał, nie chciał – od wczesnego poranka zaczęła przygotowania do biegu, które to przygotowania jak w większości przypadków głównie polegają na przymierzaniu wielu koszulek i wybieraniu tej najwłaściwszej (czytaj najfajniejszej)   ?
W końcu to maraton, święto dla biegacza, więc  trzeba się jakoś prezentować ! ? 
Przed samym startem gubimy ze sobą kontakt wzrokowy, bowiem stoimy w różnych sektorach, z czego znaczna część z nas z nastawieniem na wykręcenie fajnej życiówki (co jak się później okazało niektórym się udało).
Punkt  9.00 start. Początkowo biegniemy w centrum ulicami Łodzi, by po jakimś  czasie zostać wyprowadzonym przez organizatora na obrzeża tej aglomeracji, co miało też swoje dobre strony, bowiem można było dzięki temu biec  szerszą (czego niestety nie można było powiedzieć o śródmiejskich odcinkach )  zadrzewioną i zieloną trasą.  Już po paru kilometrach nawet dyletant mógł się zorientować, że ten maraton do łatwych nie będzie należał i o życiówkę będzie niezmiernie ciężko.  Płaskich odcinków jak na lekarstwo, co chwilę podbiegi, może i nie za strome, ale niektóre z nich niezmiernie długie, męczące i wysysające energię z zawodnika. Trasę można porównać do  tej z Biegu Sokoła w Bukówcu, z tą tylko różnicą, że podbiegów znacznie więcej, bo i dystans  deczko większy ;)
Na około 30 km początek długiej, kilkukilometrowej agrafki. Po wbiegnięciu na nią dostrzegam biegnącego z przeciwka Wiesia Prozorowskiego – on jest już na jej końcu. Mknie jak strzała – idzie po swoją wymarzoną życiówkę. Kilka minut za nim „żużluje” Piotr Murawski. Obaj nie wyglądają jakby mieli jakikolwiek kryzys na trasie (czego nie można powiedzieć o mnie) pewnikiem dzięki katorżniczo przepracowanej zimie. Jakąś chwilę po Piotrze dostrzegam Mariusza Błachowiaka i Leszka Walczaka. Zazdroszczę im, bo przed tą czwórką już tylko końcóweczka, parę kilometrów, natomiast  mnie zostało około 10-11 km z najcięższym dla mnie zazwyczaj  odcinkiem pomiędzy  32 a 35 km. Po nawrocie udaje mi się jeszcze dostrzec biegnących niedaleko za mną Jarka Dawidziaka, Marka Górnego i Justynę Grzelak. Nie wiem jak inni, ale ja bardzo lubię na trasie takie agrafki. Widok nadbiegających z przeciwka, pozdrawiających kolegów doładowuje moje, często już na wyczerpaniu, akumulatory. Tym razem niestety też się nie pomyliłem i od 32 do 35 km męczę się okrutnie.  Kilka razy przestaję biec i zaczynam iść, ale wtedy biegnący za mną i wyprzedzający mnie zawodnicy krzyczą żebym się nie poddawał i biegł, bo już końcówka i nie warto tracić czasu na maszerowanie. Momentalnie za każdym razem dodaje mi to sił i z chodu przechodzę w bieg. Na 38 km - czyli jak zazwyczaj u mnie- odrodzenie ? Prawdopodobnie działa podświadomość i wizja rychłego końca tej nierównej walki. Na 40-41 km jest już dobrze. Obok mnie biegnie chłopak w asyście swoich fanów. Jeden z nich, jadący na rowerze, pokrzepia go co chwilę i motywuje, tłukąc do głowy, że ma dać z siebie wszystko, bo zostały ostatnie kilometry, następny jego maraton za rok, odpocznie jutro, dziś nie czas na to !!! Nie wiem jak na jego kolegę, ale na mnie te słowa podziałały fenomenalnie ! Niby nie mówił on nic, czego bym sam nie wiedział, ale możliwość usłyszenia tego „na żywo” od kogoś innego a nie tylko we własnych myślach dodała mi skrzydeł. Ostatni kilometr biegnę chyba tak szybko, jeśli nie szybciej,  jak początkowe – adrenalina robi swoje. Około pół kilometra przed metą wychodzę  z zakrętu , dostrzegam Atlas Arenę, obracam się do tyłu i krzycząc do biegnącego z tyłu kolegi, że już ją widać, wyrywam z całych sił do przodu. Meta zlokalizowana jest w środku tego budynku. Z dworu wbiegam do wnętrza obiektu. Otacza mnie ciemność, dymy, pulsujące światła, gwar setek zgromadzonych tam osób, głośna rytmiczna muzyka. Wszystko to widzę jakby przez mgłę, za to całkiem ostro oddalony ode mnie o kilkadziesiąt metrów zegar z wyświetlonym czasem – 03:35: i upływające sekundy. Ostatnie metry rwę jak tylko mogę, by zmieścić się w brutto poniżej  03:36 – udaje się ! Jestem zmordowany, ale i przeszczęśliwy. Teraz tylko pić !!! Piję na potęgę i pochłaniam niesamowite ilości pomarańczy ! ? Po paru minutach widzę, że na mecie pojawia się Marek Górny i Jarek Dawidziak. Jarek czeka aż przybiegnie Magda, a my z Markiem idziemy pod prysznic. Przechodząc halą kątem oka widzimy na telebimie wyświetlony wynik Leszka Walczaka, dający mu  5 miejsce w jego kategorii wiekowej !!!  Po drodze spotykamy Wiesia i Piotra. Obaj jak się okazało zrobili swoje życiówki. Wiesiu 2:55:11 co dało mu 42 miejsce open ! a Piotr 3:04:45 i 93 lokata ! Po kąpieli czekamy na resztę ekipy. Co chwila dochodzi do nas kolejny leszczyniak. Uściskom, buziakom i gratulacjom nie ma końca. Gdy już jesteśmy w komplecie opuszczamy Atlas Arenę i wracamy całą bandą na parking do naszych środków lokomocji. Ostatnie grupowe fotki, pakujemy się do samochodów i wyjazd do domu po wspaniale przeżytych dwóch dniach. 

„Ciekawscy” z pełną listą wyników mogą się zapoznać na stronie Wyniki .

Natomiast wyniki leszczyniaków są następujące :

1.    Wiesław Prozorowski – 2:55:11 !
2.    Piotr Murawski – 3:04:45 !
3.    Mariusz Błachowiak –   3:19:34
4.    Leszek Walczak – 3:20:21
5.    Dariusz Woyczyński – 3:29:00
6.    Przemysław Wiśniewski – 3:35:06
7.    Marek Górny – 3:41:11
8.    Jarosław Dawidziak – 3:42:34
9.    Justyna Grzelak – 3:52:52
10.    Magdalena Zielińska Dawidziak – 3:54:17
11.    Aleksander Jęsiek – 3:59:18
12.    Monika Kucner – 4:01:16
13.    Marek Bota – 4:02:57
14.    Karol Gołebiewski – 4:06:50
15.    Mariusz Stajer – 4:08:21
16.    Michał Kubiak – 4:11:43
17.    Angelina Woyczyńska – 4:28:53
18.    Ewa Murawska – 5:05:05
19.    Daniel Grzelak  – 5:05:09

Bieg  towarzyszący maratonowi na dystansie 10 km

1.    Tola Drzewi – 1:00:31



                                                                                                                                            Przemek Wiśniewski





 
              

 



Naszą stronę odwiedziło już
4856965 osób


Szczegółowe statystyki


 

 

 

Napisz do nas